środa, 21 stycznia 2009

I hope they can

Wczoraj miała miejsce intronizacja Chrystusa Króla uroczystość zaprzysiężenia Obamy. Lukałem na migawki/podsumowania i stwierdzam, że Amerykanom całkowicie odpierdoliło. Na punkcie nowego prezydenta zapanował jakiś totalny hype... cokolwiek powie - świete, pierdnie - święte... Litościwie pominę rozważania o sakralności niektórych innych wydzielin, takich bardziej substancjalnych rzekłbym...

Czy wszyscy muszą patrzeć na tego kolesia jedynie przez pryzmat koloru jego skóry? Tak naprawdę to jest dla mnie rasizm. Zresztą gdzie ktoś o odmiennym kolorze skóry miałby zostać prezydentem, jeśli nie w USA? Algierczyk we Francji? Turek w Niemczech? Ktoś z centralnej Azji w Federacji Rosyjskiej, Arab w Izraelu? Wiadomo że niemożliwe. Coś takiego było możliwe jedynie w Stanach, bo jako jedyne jest to społeczeństwo otwarte. I z czego tu robić histerie? A taka histeria jest wlasnie robiona... a rozczarowanie dla tych ludzi bedzie naprawde duze, bo przeciez prezydent usa to nie bóg (patrzac na wczorajsze sceny wydaje mi sie, ze wielu tak jednak sadzi) i nie wszystko może.

Tak czy owak, powodzenia panie prezydencie.

czwartek, 15 stycznia 2009

znak czasu: jak r*cha sie w d*pe PCtowych graczy

w nawiazaniu do ostatniego wpisu - smutna obserwacja. dzisiaj przechodzilem przez empik i postanowilem sobie zajrzec co tam nowego w gierkach. i nie moglem znalezc stojaka z grami na pc. szok!!! dookola pelno gowna- ps1, ps2, ps_chofnascie, xbox, trykbox, kuuuuurwa luuuuuuuuuuudzie, co tu sie dzieje? co tytul to bardzij postrany i bardziej uproszczony - banal na banale.

a wczesniej siedzimy se z kumplem i mowi cos w klimacie - co sie martiwsz, wyjdzie kiedys pewnie na pc. taaaaaaaa

jesli tak ma wygladac przyszlosc, to ja pierdole. a tak liczylem ze wraz z mozliwosciami sprzetu bedzie szedl w parze stopien realizmu gier, zlozonosci... a tymczasem chwyc se pada i A, B,C, czy kolko, krzyzyk, sryzyk...

wtorek, 30 grudnia 2008

Kobiety są gorące, czyli Quara napierdala

Jakąż laskę spotkałem ostatnio!!! Ma na imię Quara i jest cudownie zmanierowaną czarodziejką. Wszyscy i wszystko ją wkurwiają. A jak ją wkurwiają, to najpierw ich obraża, potem grozi, a potem grozi osobom interweniującym (także po jej stronie). No i do tego chce podpalać praktycznie każdy budynek. Czad!!! Jak z klasycznych dialogów roleplayowych:
MG: widzicie przed wami chatkę
G: a z czego ona jest?
MG: z drewna
G: a z jakiego drewna?
MG: no z drewna drewna.a po co ci to wiedzieć?
G: chcę wiedzieć jak się to będzie palić

No więc Quara jest właśnie z tych ostatnich. Komu to już ona nie groziła, że spali dom/gospodę/whatever :) A ja napierdala czarami!!! Już grochę gram, ale nigdy jeszcze nie widziałem takiego nawalania czarami ofensywnymi, jakie koleżanka prezentuje. Woooow!!! Poniżej kilka obrazków z ostatniej akcji. W bibliotece, buahahahahah :)




poniedziałek, 29 grudnia 2008

My Generation / Let's Twist Again

W ramach youtube'owego kopalnictwa, dzisiaj efekt kolejnego researchu. Z czasów prawdziwego Marillionu (tego z Fishem), chłopaki kończąc koncerty wplatali w Market Square Heroes covery, spośród których dwa zyskały status kultowości: My Generation (The Who) i Let's Twist Again (Chuby Checker). Miałem to kiedyś na jakiejś totalnie kitowatej kasecie, która przepadła. No i wreszcie znalazłem :)

Co prawda koncert jest z roku 87, ale można tutaj posłuchać jak grał ten zespół w absolutnym szczycie swojej formy. Inna sprawa, że wszystkie kompozycje są znacznie wcześniejsze, ale pieprzyć to - liczy się muza, a ta jest doskonała. Całość trwa prawie 11 minut - zaczyna i kończy się ekspersyjnym Market Square Heroes, a w środku prawdziwa słodycz.

No to program odsłuchu :)
Market Square Heroes
My Generation (by The Who)
Margaret
Let's Twist Again (by Chuby Checker)
Market Square Heroes


czwartek, 25 grudnia 2008

Świątecznie raz!

Ludziom ktorzy nie maja JESZCZE potomkow, weekendy/swieta kojarza sie z wysypianiem sie, leniuchowaniem, spokojnym i wolnym zyciem. Naga prawda jest zupelnie inna.

Przykladowo, Mlody otrzymal wczoraj troche prezentow. Jako ze byly tam zestawy lego, wiec prawie sila polozylem go spac okolo 22 (inna rzecz, ze byl juz zmeczony, ukladal bez sensu i sie co chwila na siebie wsciekal, a i na nas tez). Dzisiaj radosnie przywital mnie 5 minut przed czwarta informacja, ze juz sie wyspal i chcialby ukladac.Kurde, godzine wczesniej poszedlem dopiero spac!!!

A i tak wkurzony bylem bo zabralko mi 500 punktow do nastepnego levela i nie zdazylem "na noc" sobie awansowac. Pech! Najgorsze jest to, że to byla kolejna taka noc z rzedu i ostatnich 10 minut gry nie pamietam (sic!). Wiem ze gdzies cos gadalem, bo wynika to questow ktore pojawily mi sie do rozwiazania. Na szczescie udalo mi sie go spacyfikowac i poszedl spac (na moim lozku) jeszcze i w sumie to wstal o 7. Ja ofc tez wstalem o 7, tylko ze tzw. miedzyczas spedzilem w wyrze Mlodego, ktore duze nie jest... :/

I tak dzien za dniem swieta mijaja.

poniedziałek, 22 grudnia 2008

Kij w oko? Nie, sztylet w plecy!

Z powodu ostatnich ograniczeń w graniu (dlaczego ludziom odbija, jak przychodzi okres świąteczny?), postanowiłem sięgnąć do klasyki, która z racji mojego nieco już leciwego sprzętu trochę się u mnie przeleżała, a po zainstalowaniu pożyczonej karty i pamięci - chodzi w miarę przyzwoicie. Tak więc od trzech dni mam zainstalowane Neverwinter Nights 2.

Kiedy kupowałem tę grę, brałem ją z jednego powodu - zostały w niej zaimplementowane zasady DnD 3.5, w tym dostępne już w edycji trzeciej - klasy prestiżowe. A tak się składa, że trochę znudziło mi się granie magami i od jakiegoś czasu miałem - że się tak wyrażę - parcie na granie złodziejem (w obecnej terminologii: łotrzykiem). No i teraz mam złodzieja z 5 poziomu, którego będę sobie transformować w skrzyżowanie czarodzieja i złodzieja, czyli coś co się nazywa "arcane trickster".

Postanowiłem tym razem zagrać zupełnie inaczej niż zwykle. Przeważnie gry wspierają postacie o charakterze dobry i praworządnym, a mnei zawsze pociągały postacie neutralne. No to teraz gram rolę absolutnie neutralną, raz pomagam za darmo, raz wymuszam wyższą zapłatę, targuję się, wdaje w awantury, kradnę na prawo i lewo... i jest super. W dupie mam większą ilość punktów doświadczenia, które dostałbym za grzeczne odpowiedzi i robienie wszytkiego za darmo. Inaczej niż zwykle, swój rozwój kieruję w stronę takich cech jak blef, wymuszenie, zastraszenie. I pięknie jest - wspaniale kogoś nastraszyć albo zbajerować, żeby coś dla mnie zrobił. Na litość można brać też i staruszki - oddają mi prawdziwie wdowi grosz :)

Cały czas się zastanawiam jeszcze nad chociaż kilkoma poziomami jako bard. Zajebiście byłoby do tych wszystkich moich umiejętności, mieć jeszcze mandolinę czy lirę i do tego napieprzać jakieś pieśni. Może to i niepotrzebne, ale ile funu! :)