Trochę muzyki postanowiłem ostatni posłuchać. Głównie powróciłem do Floydow i to tych wcale nie najpopularniejszych. Niesamowitą sprawą jest rodzaj pamięci dźwiękowej, jakiej doświadczam. To są płyty, których nie słuchałem po kilkanaście lat (na pewno tyle nie słuchałem "The Final Cut", "A Momentary Lapse Of Reason" czy "Atom Heart Mother"), nie potrafiłbym powiedzieć jaki był program danej płyty, ale kiedy jej słucham, wiem jaki będzie następny utwór (ale przed słuchaniem bym nie wiedział).
Bardzo muzycznie zestarzała się dla mnie "The Wall". Niby słucham, niby jest fajne, ale jakoś to nie to. Nie wiem czego brakuje - chyba prostoty. A może mam to po prostu zbyt oklepane? Od dwóch płyt nie mogę się za to opędzić: "Animals" (moim zdaniem najlepsza płyta PF) i Watersa "Amused To Death". Watersem to jestem już prawie zahipnotyzowany. Potrafię słuchać tej płyty w kółko, a im więcej słucham, tym bardziej chcę dalej. Świetne muzycznie, tekstowo i - jakby to ująć - całościowa wymowa płyty bardzo aktualna. Wcześniej ją znałem, ale jakoś nie robiła na mnie takiego wrażenia. Cóż, czasami coś musi trafić na swój czas. Dla mnie czas "Amused" nadszedł teraz.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą do słuchania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą do słuchania. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 17 stycznia 2011
niedziela, 1 sierpnia 2010
Rockowy poranek Trójkowy
Dzisiaj w Trójce genialna audycja "Historia pewnej płyty" (nota bene, co sobotę rano). Sama audycja fajna, ale najlepsze było w niej to, że mówiła o jednej z moich ulubionych płyt, czyli "Violet" by Closterkeller.
Pamiętam jak dosłownie po całych dniach nie schodziła ze słuchawek i jak w hotelu robotniczym przy ul. Dworcowej pobrzmiewały vocale Anji :) Jakby to wczoraj było, a tu minęło lat 17 (słownie: siedemnaście). Jezzzzzzzu!!! To niemożliwe jest! Ale fakt, sporo się zmieniło: Beksińskiego Tomasza z którym Anja urządzała konkursy na interpretację tekstów (bodajże tekst do "Violet" był przedmiotem konkursu) już nie ma, a sam Closterkeller poszedł w kierunku, który akurat mnie nie odpowiada. Wolę brzmienia nowofalowe, niż te niby metalowe riffy (nic do nich nie mam, ale szkoda potencjału Anji z płyt "Purple" i "Blue").
Violet to przede wszystkim dwa utwory: tytułowy (do pobrania ze strony Anji jeśli ktoś chce):
oraz najlepsza chyba wampiryczny utwór po polsku, czyli "Agnieszka":
Bardziej w klimacie nowej fali było słychać "Agnieszkę" na płycie "Blue".
Coś mi się wydaje, że muszę albo zdigitalizować kasetę (tak, mam to jeszcze na MC!) albo nabyć CD, bo heroina powraca w wielkim stylu.
Pamiętam jak dosłownie po całych dniach nie schodziła ze słuchawek i jak w hotelu robotniczym przy ul. Dworcowej pobrzmiewały vocale Anji :) Jakby to wczoraj było, a tu minęło lat 17 (słownie: siedemnaście). Jezzzzzzzu!!! To niemożliwe jest! Ale fakt, sporo się zmieniło: Beksińskiego Tomasza z którym Anja urządzała konkursy na interpretację tekstów (bodajże tekst do "Violet" był przedmiotem konkursu) już nie ma, a sam Closterkeller poszedł w kierunku, który akurat mnie nie odpowiada. Wolę brzmienia nowofalowe, niż te niby metalowe riffy (nic do nich nie mam, ale szkoda potencjału Anji z płyt "Purple" i "Blue").
Violet to przede wszystkim dwa utwory: tytułowy (do pobrania ze strony Anji jeśli ktoś chce):
oraz najlepsza chyba wampiryczny utwór po polsku, czyli "Agnieszka":
Bardziej w klimacie nowej fali było słychać "Agnieszkę" na płycie "Blue".
Coś mi się wydaje, że muszę albo zdigitalizować kasetę (tak, mam to jeszcze na MC!) albo nabyć CD, bo heroina powraca w wielkim stylu.
czwartek, 23 kwietnia 2009
"Sound of the Universe" by Depeche Mode
Od poniedziałku słucham "Sounds of the Universe" - najnowszego dokonania Depeche Mode. Do czasu "Violator" i "Songs of Faith and Devotion" nie byłem ich wielkim fanem (eufemizm!) - wcześniejsze płyty przytłaczały mnie tym, czego w 80's nie znosiłem najbardziej (swoją drogą to wtedy właśnie były 80's) czyli nadmiarem elektroniki, sztucznym podkladem itp.
Minelo 20 lat i "Sounds of the Universe" daje próki tego, co było wtedy najlepsze, bo przynajmniej dla mnie jest to płyta w dużej części oparta stylistycznie o rozwiązania sprzed ponad 20 lat ("Peace"). Wychodzi to naprawdę dobrze. Nie jest to w żadnym razie płyta odtwórcza - całość brzmi współcześnie, ale jednak starszą sylistykę po prostu czuć. Nie dotyczy to wszystkich utworów - kilka brzmi bardzo współcześnie.
Najbardziej żałuję, że na podstawowe wydanie płyty nie trafiło kilka rzeczy, które ostatecznie znalazły się na bonusowym dysku. A są tam takie perełki jak "Ghost", "Esque" czy "The Sun and the Moon and the Star", które z całości wydawnictwa są zdecydowanie najbardziej kosmiczne.
Jedyne czego mi brakuje na płycie, to czegoś naprawdę agresywnego w rodzaju "I Feel You". Jest do prawda "Wrong" ale liczyłem, żę w podobnej stylistyce znajdzie się coś jeszcze. Cóż, nie można mieć wszystkiego :)
Minelo 20 lat i "Sounds of the Universe" daje próki tego, co było wtedy najlepsze, bo przynajmniej dla mnie jest to płyta w dużej części oparta stylistycznie o rozwiązania sprzed ponad 20 lat ("Peace"). Wychodzi to naprawdę dobrze. Nie jest to w żadnym razie płyta odtwórcza - całość brzmi współcześnie, ale jednak starszą sylistykę po prostu czuć. Nie dotyczy to wszystkich utworów - kilka brzmi bardzo współcześnie.
Najbardziej żałuję, że na podstawowe wydanie płyty nie trafiło kilka rzeczy, które ostatecznie znalazły się na bonusowym dysku. A są tam takie perełki jak "Ghost", "Esque" czy "The Sun and the Moon and the Star", które z całości wydawnictwa są zdecydowanie najbardziej kosmiczne.
Jedyne czego mi brakuje na płycie, to czegoś naprawdę agresywnego w rodzaju "I Feel You". Jest do prawda "Wrong" ale liczyłem, żę w podobnej stylistyce znajdzie się coś jeszcze. Cóż, nie można mieć wszystkiego :)
czwartek, 9 kwietnia 2009
sounds of universe / wrong
Jeszcze półtora tygodnia do premiery najnowszej płyty Depeche Mode "Sounds of Universe". Oprócz już dobrze przesłuchanego U2, to najważniejsza dla mnie premiera tego roku. Póki co jestem pod wrażeniem singla "Wrong". Brzmi rewelacyjnie i porusza jak "I Feel You" czy "In Your Room" z najlepszego moim zdaniem albumu - "Songs of Faith and Devotion".
No i niesamowite, klimatyczne video... rewelacja. Mam nadzieję, że reszta albumu będzie równie dynamiczna i ekspersyjna.
No i niesamowite, klimatyczne video... rewelacja. Mam nadzieję, że reszta albumu będzie równie dynamiczna i ekspersyjna.
poniedziałek, 29 grudnia 2008
My Generation / Let's Twist Again
W ramach youtube'owego kopalnictwa, dzisiaj efekt kolejnego researchu. Z czasów prawdziwego Marillionu (tego z Fishem), chłopaki kończąc koncerty wplatali w Market Square Heroes covery, spośród których dwa zyskały status kultowości: My Generation (The Who) i Let's Twist Again (Chuby Checker). Miałem to kiedyś na jakiejś totalnie kitowatej kasecie, która przepadła. No i wreszcie znalazłem :)
Co prawda koncert jest z roku 87, ale można tutaj posłuchać jak grał ten zespół w absolutnym szczycie swojej formy. Inna sprawa, że wszystkie kompozycje są znacznie wcześniejsze, ale pieprzyć to - liczy się muza, a ta jest doskonała. Całość trwa prawie 11 minut - zaczyna i kończy się ekspersyjnym Market Square Heroes, a w środku prawdziwa słodycz.
No to program odsłuchu :)
Market Square Heroes
My Generation (by The Who)
Margaret
Let's Twist Again (by Chuby Checker)
Market Square Heroes
Co prawda koncert jest z roku 87, ale można tutaj posłuchać jak grał ten zespół w absolutnym szczycie swojej formy. Inna sprawa, że wszystkie kompozycje są znacznie wcześniejsze, ale pieprzyć to - liczy się muza, a ta jest doskonała. Całość trwa prawie 11 minut - zaczyna i kończy się ekspersyjnym Market Square Heroes, a w środku prawdziwa słodycz.
No to program odsłuchu :)
Market Square Heroes
My Generation (by The Who)
Margaret
Let's Twist Again (by Chuby Checker)
Market Square Heroes
Subskrybuj:
Posty (Atom)