Memoir okazał się przysłowiowym strzałem w 10. Dzisiaj graliśmy dwa razy, dalej w pierwszy scenariusz. Mimo że grywamy w wersję uproszczoną (czyli bez kart taktyki, tylko karty sekcji), to zabawa jest przednia.
O ile wcześniej mi ta gra zupełnie nie pasowała i na granie ze znajomymi była dla mnie za słaba (czytaj: szkoda było nam na nią czasu), o tyle z Młody jest rewelacyjna. Wprowadza nową mechanikę, nowe tematy i jest dla mnie wstępem do nauczenia Młodego Conflict of Heroes. Myślę że na CoH to tak powinienem się nastawiać gdzieś na początek przyszłego roku. Teraz będziemy grać w podstawkę M44, potem pewnie w dodatki, a po 7 urodzinach Młodego przyjdzie czas na coś poważniejszego.
BTW, dzisiaj po Memoirze przyszedł do mnie, żeby pograć jeszcze w K2. Pod koniec czerwca ma mieć imieniny (przenieśliśmy obchody w połowy miesiąca) i teraz żałuję, że kupiłem już Small Worlda... bo widzę, że idealnie podpasowałby jakiś dodatek do M44.
Dzisiaj chyba otworzę jeszcze zafoliowane Automobile. Za tydzień mam "dorosłe" granie i nie wiem czy się na samochodziki nie skuszę. A konkurencja będzie ostra, to pewnie Eufrat, standardowo Brass, Furstenfeld (który się ostatnio spodobał współgraczom) i K2 (które się spodobało bardzo autorowi niniejszego posta).
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gry. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gry. Pokaż wszystkie posty
sobota, 4 czerwca 2011
poniedziałek, 30 maja 2011
wiesiek trudny jest :/
No chyba będę musiał zmienić poziom trudności w wieśku, bo nie idzie iść dalej. Teraz gram na trudnym i przechodzenie jednej walki przez 3 dni (a jeszcze nie przeszedłem!) staje się mocno uciążliwe. Ja mam spore zapasy cierpliwości, ale pomału zaczynam dochodzić do wniosku, że w tej grze chodzi jednak o fabułę, a obecnie zaczyna mi się ona gubić, bo zajmuję się głównie powtarzaniem fragmentów walk.
Na dodatek dowiedziałem się, że to co uważałem za szczyt trudności i wyrafinowania taktycznego, to nic, w stosunku do walk, które czekają mnie po wyjściu z zamku (gram póki co prolog). Więc chyba wystartuję od początku, bo jakoś nie wierzę, że dalej będzie mi łatwiej.
Na dodatek dowiedziałem się, że to co uważałem za szczyt trudności i wyrafinowania taktycznego, to nic, w stosunku do walk, które czekają mnie po wyjściu z zamku (gram póki co prolog). Więc chyba wystartuję od początku, bo jakoś nie wierzę, że dalej będzie mi łatwiej.
niedziela, 15 maja 2011
Tygrys i Eufrat wzięte
Alleluja, chwalmy Pana. Po - jeśli dobrze liczę - 6 latach zbierania się, zagrałem w Tigris & Euphrates. Stało się :) Teraz pozostał tylko żal, że do tej pory nie grałem w to wcześniej. Wczorajsza partia była dwuosobowa, ale gra i tak pokazał pazur. Bardzo fajna, bardzo dynamiczna i z ogromną interakcją. Idealnie się trafiło. Kwintesencja eurogry.
Planowałem w TiE grać z Młodym, ale po pierwszej partii mam wrażenie, że to może być dla niego tytuł zbyt abstrakcyjny. Tak czy owak, kiedy dzisiaj dzielił elementy (żeby nie marnować czasu na sesjach, po grze zgarniam wszystko do pudełka, a następnego dnia Młody dzieli całość) trochę mu o grze opowiedziałem. Pilnowałem się jednak, żeby nie zacząć mu wykładać kolejnego tytułu, skoro na Dzień Dziecka dostanie Memoir'44 a na imieniny (połowa czerwca) - Small World.
Planowałem w TiE grać z Młodym, ale po pierwszej partii mam wrażenie, że to może być dla niego tytuł zbyt abstrakcyjny. Tak czy owak, kiedy dzisiaj dzielił elementy (żeby nie marnować czasu na sesjach, po grze zgarniam wszystko do pudełka, a następnego dnia Młody dzieli całość) trochę mu o grze opowiedziałem. Pilnowałem się jednak, żeby nie zacząć mu wykładać kolejnego tytułu, skoro na Dzień Dziecka dostanie Memoir'44 a na imieniny (połowa czerwca) - Small World.
niedziela, 13 lutego 2011
Młody recenzuje grę
Młody nagrał swoją pierwsza recenzję. Dużo było z tym walki, nie wyszło do końca tak jak sobie wyobrażałem, ale co tam :) Inna rzecz, czy ktokolwiek kto nie wie o co chodzi będzie w stanie zrozumieć OCB. Ale od czegoś trzeba zacząć przecież.
poniedziałek, 10 stycznia 2011
dialogi (1)
- tata, nudzi mi się
- zagraj sobie w coś
- dobra. ale na komputeZe, telefonie czy NORMALNIE?
Kochany synek :)
- zagraj sobie w coś
- dobra. ale na komputeZe, telefonie czy NORMALNIE?
Kochany synek :)
sobota, 8 stycznia 2011
planszowe przyspieszenie
Miało być dzisiaj wreszcie porządne granie, ale czynniki zewnętrzne sprawiły, że nie było. Młodego szkoda, bo bardzo się na dzisiaj nastawiał - wczoraj uczyłem się grać w Inca Empire i Młody dzielnie sekundował, a nawet "grał" jednym kolorem. Na dzisiaj byliśmy umówieni, że (a) pomoże mi rozłożyć Inków przed przyjściem Ali i Krzyśka, (b) w trakcie gry będzie obsługiwał bank - zarządzał dobrami, przesuwał pionki na planszy itp. No i biedakowi nie wyszło, zresztą kolejny raz z rzędu. Swoją drogą, ci Inkowie mu się spodobali na tyle, że dzisiaj wieczorem mnie męczył, żeby to z nim zagrać.
A nie zagrałem w Inków, bo wczoraj późnym wieczorem rozczaiłem Merkatora. Bardzo pozytywnie zaskoczony jestem. W recenzjach ludzie raczej po tym jechali lekko. W wersji solo jest fajne (bo tylko solo na razie grałem), trochę lepsze (znaczy mi się bardziej podobało) niż At the Gates of Loyang, bo krótsze. Ciekawe jestem, jak się w to będzie grało w kilka osób. Mimo że to typowa eurogra, ja jakoś podłapałem klimat. Dodatkowo mechanika jest niezła, a kilka pomysłów - świetnych. Ciekawie też Merkator wygląda. Kiedyś pewnie się na nim wyżyję :)
Teraz jestem w trakcie czytania reguł go Rio de la Plata (z Essen 2010) i Egizii - podobno najlepszej gry Essen 2009 (tak przynajmniej twierdzą ci, którzy ją kupili... ale oni zawsze racjonalizują swoje wybory;)
Ostatnio naumiałem się więc: Troyes, Inca Empire i Merkator, w trakcie są Rio i Egizia, a w kolejce czekają Furstenfeld, Liberte i De Vulgari Eloquentia. BTW, Dante przegrał u mnie z historią Rzymu :)
A nie zagrałem w Inków, bo wczoraj późnym wieczorem rozczaiłem Merkatora. Bardzo pozytywnie zaskoczony jestem. W recenzjach ludzie raczej po tym jechali lekko. W wersji solo jest fajne (bo tylko solo na razie grałem), trochę lepsze (znaczy mi się bardziej podobało) niż At the Gates of Loyang, bo krótsze. Ciekawe jestem, jak się w to będzie grało w kilka osób. Mimo że to typowa eurogra, ja jakoś podłapałem klimat. Dodatkowo mechanika jest niezła, a kilka pomysłów - świetnych. Ciekawie też Merkator wygląda. Kiedyś pewnie się na nim wyżyję :)
Teraz jestem w trakcie czytania reguł go Rio de la Plata (z Essen 2010) i Egizii - podobno najlepszej gry Essen 2009 (tak przynajmniej twierdzą ci, którzy ją kupili... ale oni zawsze racjonalizują swoje wybory;)
Ostatnio naumiałem się więc: Troyes, Inca Empire i Merkator, w trakcie są Rio i Egizia, a w kolejce czekają Furstenfeld, Liberte i De Vulgari Eloquentia. BTW, Dante przegrał u mnie z historią Rzymu :)
wtorek, 28 grudnia 2010
user experience w planszówkach
Ostatnio do moich gier dołączyło kilka nowych tytułów (Mikołaj!). Nowe gry zwróciły moją uwagę wykonaniem graficznym. Od zawsze gry są ładne w powszechnym znaczeniu tego słowa. Zamawiam gry przeważnie do pracy i w trzecim już miejscu widzę osoby postronne, które nagle zostają zaszokowne, bo (a) okazuje się, że gry planszowe dla dorosłych istnieją, (b) są ludzie, którzy w nie grają i (c) te gry są bardzo ładnie wydane i w większości dopracowane (pomijam punkt (d) kiedy to pytają: "ile to kosztowało?!", "tyle za jedną grę???", etc.).
Jako że od jakiegoś (nie tak znowu krótkiego) czasu zajmuje się, rzekłbym zawodowo, zagadnieniami architektury informacji, usability i user experience, postanowiłem spojrzeć w ten sposób na gry. Zasadniczo ZAWSZE patrzę w ten sposób bo to jest takie postrzeganie świata akurat, ale teraz mam koncept na to, by jakoś to opisywać. Co więcej, to co mam zamiar robić ma być rodzajem eksperymentu poznawczego, bo chcąc podchodzić do gier "na świeżo" będę opisywał swoje wizje PRZED rozgrywką, a potem weryfikował je PO rozgrywce (lub lepiej - kilku, jeśli się uda). Co istotne, nie zamierzam odnosić się do koncepcji gry, tego czy jest dobra czy nie - chcę spojrzeć z boku na to, jak jest zrobiona i czy są w niej elementy, które przy innym wykonaniu mogłyby działać lepiej.
Nie wiem dokładnie czemu będzie to służyło, chyba niczemu konkretnemu, ale mam wrażenie że będę się przy tym dobrze bawić :) To tyle deklaracji na przyszłość.
Jako że od jakiegoś (nie tak znowu krótkiego) czasu zajmuje się, rzekłbym zawodowo, zagadnieniami architektury informacji, usability i user experience, postanowiłem spojrzeć w ten sposób na gry. Zasadniczo ZAWSZE patrzę w ten sposób bo to jest takie postrzeganie świata akurat, ale teraz mam koncept na to, by jakoś to opisywać. Co więcej, to co mam zamiar robić ma być rodzajem eksperymentu poznawczego, bo chcąc podchodzić do gier "na świeżo" będę opisywał swoje wizje PRZED rozgrywką, a potem weryfikował je PO rozgrywce (lub lepiej - kilku, jeśli się uda). Co istotne, nie zamierzam odnosić się do koncepcji gry, tego czy jest dobra czy nie - chcę spojrzeć z boku na to, jak jest zrobiona i czy są w niej elementy, które przy innym wykonaniu mogłyby działać lepiej.
Nie wiem dokładnie czemu będzie to służyło, chyba niczemu konkretnemu, ale mam wrażenie że będę się przy tym dobrze bawić :) To tyle deklaracji na przyszłość.
czwartek, 23 grudnia 2010
piątek, 17 grudnia 2010
Tajemniczy Mikołaj atakuje
Kilka dni temu nawiedził mnie w pracy Święty Mikołaj. Zupełnie przypadkowo wyszło tak, że przyniósł mi gry planszowe. Kto by pomyślał... planszówki? Dla mnie? Ludzie w pracy też się dziwili.
Mikołaj jak się okazało po analizie pudełka, zatrudnił urocze pomarańczowe elfy z Holandii. Dostałem dwa pięknie opakowane prezenty oraz nieco kolorowej prasy jako uszczelniacze pudełka (drobne info do rebela: Panowie, jesteście mistrzami - sposób pakowania w Niderlandach jest słaby, aczkolwiek nic się nie uszkodziło). Miałem taką koncepcję, w której prezenty w tej formie (tzn. zapakowane) mają dotrwać aż do ubrania choinki i zrealizowałem ją. Akurat tuż obok mam salkę spotkaniową, gdzie gustownie świeciła playowa choina. Trzask-prask i po krzyku. Fotka jest, dowód dla Świętego jest, więc mogłem odpakować.
Na pierwszy rzut poszła mniejsza paczka. Znalazłem w niej produkcję Stefana Felda "Arena: Roma II". Nawet nie miałem jej na wishliscie (albo jeśli była, to nisko) i to mi pokazało, jak fajną społecznością jest BGG. Osoba mająca zrobić mi prezent nie ograniczyła się tylko do spojrzenia na pierwsze cztery pozycje z listy i wyboru najtańszej z nich. Popatrzyła w co gram i doszła do wniosku, że jak koleś grał w Notre Dame ponad 50 razy, w In the Year of Dragon - 3 razy, a w Miasto spichrzy - 2 razy i wszystkie te gry ocenia mocno pozytywnie, to może by mu podarować inną grę Felda. I to piękne jest. Sam zresztą jako Tajemniczy Mikołaj zachowuje się tak samo. W końcu wybrać komuś dobrą grę, to nie w kij dmuchał :)
No, a poza Areną dostałem jeszcze jedną z topowych gier z ostatniego Essen, którą chciałem mieć, czyli Troyes.
Chciałoby się napisać "Dziękujemy Ci SC Johnson", ale nie wypada. Dziękuję Ci Tajemniczy Mikołaju!
Mikołaj jak się okazało po analizie pudełka, zatrudnił urocze pomarańczowe elfy z Holandii. Dostałem dwa pięknie opakowane prezenty oraz nieco kolorowej prasy jako uszczelniacze pudełka (drobne info do rebela: Panowie, jesteście mistrzami - sposób pakowania w Niderlandach jest słaby, aczkolwiek nic się nie uszkodziło). Miałem taką koncepcję, w której prezenty w tej formie (tzn. zapakowane) mają dotrwać aż do ubrania choinki i zrealizowałem ją. Akurat tuż obok mam salkę spotkaniową, gdzie gustownie świeciła playowa choina. Trzask-prask i po krzyku. Fotka jest, dowód dla Świętego jest, więc mogłem odpakować.
Na pierwszy rzut poszła mniejsza paczka. Znalazłem w niej produkcję Stefana Felda "Arena: Roma II". Nawet nie miałem jej na wishliscie (albo jeśli była, to nisko) i to mi pokazało, jak fajną społecznością jest BGG. Osoba mająca zrobić mi prezent nie ograniczyła się tylko do spojrzenia na pierwsze cztery pozycje z listy i wyboru najtańszej z nich. Popatrzyła w co gram i doszła do wniosku, że jak koleś grał w Notre Dame ponad 50 razy, w In the Year of Dragon - 3 razy, a w Miasto spichrzy - 2 razy i wszystkie te gry ocenia mocno pozytywnie, to może by mu podarować inną grę Felda. I to piękne jest. Sam zresztą jako Tajemniczy Mikołaj zachowuje się tak samo. W końcu wybrać komuś dobrą grę, to nie w kij dmuchał :)
No, a poza Areną dostałem jeszcze jedną z topowych gier z ostatniego Essen, którą chciałem mieć, czyli Troyes.
Chciałoby się napisać "Dziękujemy Ci SC Johnson", ale nie wypada. Dziękuję Ci Tajemniczy Mikołaju!
poniedziałek, 15 listopada 2010
młody przy planszy
Młody zaczyna przejawiać coraz większe zainteresowanie grami planszowymi per se. To znaczy on się nimi zawsze interesował, bawił, wymyślał reguły, układał, pomagał przy rozkładaniu, dzieleniu (np. 800 żetonów z symbolami jednostek - tak, tak, warto mieć dzieci), ale jakoś grać to nie za bardzo chciał. Jakiś czas temu zaczął pocinać (z sukcesami) w Ubongo, ale na tym się póki co kończyło.
No i wreszcie jest przełom i to jaki! Wieczorami nie chce oglądać filmów na kompie (chociaż wciąż męczy mnie o drugą część Piratów), tylko gramy w Die Kinder von Carcassonne, Czosnkowe wampiry i Pędzące żółwie. W sumie te gry dostał rok temu na swoje 5 urodziny, ale jakoś mu nie leżały. Teraz odkrył jak w nich kombinować (w dwóch chodzi i ukrywanie przed przeciwnikami wylosowanego przez siebie koloru i odgadywanie koloru innych graczy) i robi to naprawdę dobrze. Kombinuje jak koń pod górę i zdradza niezłe nawyki (np. jak mu kostka pokaże słaby wynik, to JEŚLI opiera się o planszę/whatever to reklamuje że powinien rzucać jeszcze raz. Klasyka gatunku!) Co najmniej kilka razy do końca nie wiedziałem jakim kolorem na 100% gra. Super! Nawet nauczył się nie wkurzać jak przegrywa, więc progres po całości.
Jeszcze rok i będzie mu można kupić jakieś naprawdę fajne dorosłe tytuły, jeno się musi nauczyć dobrze liczyć (z przekraczaniem progu dziesiątkowego). O samych grach napiszę pewnie jakoś wkrótce, ale to pewnie z pomocą Młodego już - niech się wypowie :)
No i wreszcie jest przełom i to jaki! Wieczorami nie chce oglądać filmów na kompie (chociaż wciąż męczy mnie o drugą część Piratów), tylko gramy w Die Kinder von Carcassonne, Czosnkowe wampiry i Pędzące żółwie. W sumie te gry dostał rok temu na swoje 5 urodziny, ale jakoś mu nie leżały. Teraz odkrył jak w nich kombinować (w dwóch chodzi i ukrywanie przed przeciwnikami wylosowanego przez siebie koloru i odgadywanie koloru innych graczy) i robi to naprawdę dobrze. Kombinuje jak koń pod górę i zdradza niezłe nawyki (np. jak mu kostka pokaże słaby wynik, to JEŚLI opiera się o planszę/whatever to reklamuje że powinien rzucać jeszcze raz. Klasyka gatunku!) Co najmniej kilka razy do końca nie wiedziałem jakim kolorem na 100% gra. Super! Nawet nauczył się nie wkurzać jak przegrywa, więc progres po całości.
Jeszcze rok i będzie mu można kupić jakieś naprawdę fajne dorosłe tytuły, jeno się musi nauczyć dobrze liczyć (z przekraczaniem progu dziesiątkowego). O samych grach napiszę pewnie jakoś wkrótce, ale to pewnie z pomocą Młodego już - niech się wypowie :)
czwartek, 19 sierpnia 2010
Na planszy: Le Havre
Gdyby się mnie ktoś zapytał co tam na planszy słychać, powiedziałbym że "Le Havre" rządzi. Gra Uwe Rosenberga, która ostatnio podbiła mój stół (komputer w przypadku wersji solo). Rodzaj mocno zaawansowanego pasjansa ekonomicznego. Fascynująco-wciągająco-wymagający. A o co chodzi?
Jest sobie port. Zwyczajny, we Francji akurat, chociaż to nie ma znaczenia większego. I tym portem (oraz jego okolicą) zarządzamy my. Regularnie do portu dostarczane są różne towary (ryby, zboża, bydło, drewno, glina, żelazo, skóry), a my jako gracze mamy sprawić, aby port rósł w siłę a ludziom żyło się dostatniej. Robi się to poprzez budowanie róznego rodzaju budynków (18 standardowych) oraz max 3 dodatkowe (losowane z kilkudziesięciu). Każdy budynek spełnia oczywiście jakieś funkcje, którymi w największym uproszczeniu jest ulepszanie produktów bazowych (lub ich sprzedaż/konwersja/wymiana na inne). Glinę więc można zmienić w cegły (i jeszcze na tym zarobić), żelazo w stal, węgiel w koks, drewno w węgiel drzewny, ryby w ryby wędzone itd.
Cały myk polega na tym, że na koniec każdej tury (czyli co 7 akcji) trzeba dostarczyć swoim pracownikom odpowiedniej ilości jedzenia. Samo jego pozyskiwanie nie jest jakoś szczególnie trudne, ale wymaga podjęcia konkretnej akcji, czytaj: jej zmarnowania. Bo skoro łowimy ryby, to nie produkujemy żelaza. Potem je uwędzimy i fajnie, bo będziemy mieli czym wyżywić swoich, ale kosztem tego jest nie podjęcie akcji wytopu stali z posiadanego żelaza. A tak naprawdę, to sensownie zarobić można właśnie głównie na produktach wysoko przetworzonych. Myk dodatkowy jest taki, że ilość pożywienia które mamy dostarczać cały czas rośnie (w pierwszej turze jest to 5 jednostek, a w ostatniej - 35). Można radzić sobie z tym budując statki, które redukują nasze zapotrzebowanie na pożywienie, z tym że żeby je wybudować trzeba zbudować stocznię, zdobyć zasoby (drewno lub żelazo) a żeby zbudować statki dostarczające naprawdę dużo jedzenia (i punktów zwycięstwa) to trzeba jeszcze mieć dużo stali (najbardziej wartościowy materiał w grze). A żeby mieć stal, to wcześniej trzeba mieć żelazo. No i potem energię wymaganą do jego przemiany w stal (dużo energii). Skąd energia? Z drewna (baaaaaaardzo mało - 1 jednostka), z węgla (mało - 3 jednostki), z węgla drzewnego (trochę więcej - 5 jednostek) lub z koksu (ekstra - 10 jednostek).
Wygląda na skomplikowane? Wcale nie jest. Jest bardzo intuicyjne (do grania), chociaż silnie mózgożerne. To jedna z tych gier, które w przypadku porażki całościowo obwiniają gracza, bo prawie nie ma tam elementu losowego. Albo inaczej: ten element jest, ale nieznacznie wpływa na grę.
Krótki filmik pokazujący o co w tym chodzi jest ofc na YT:
Do tego mogę dodać, że grać w Le Havre można samemu, ale też ze znajomymi (do 5 graczy) oraz że na BGG jest wersja na kompa (nie trzeba chrzanić się z żetonami, rozstawianiem itp, a komp do tego przypilnuje zasad). No i oczywiście jest polska instrukcja.
Jest sobie port. Zwyczajny, we Francji akurat, chociaż to nie ma znaczenia większego. I tym portem (oraz jego okolicą) zarządzamy my. Regularnie do portu dostarczane są różne towary (ryby, zboża, bydło, drewno, glina, żelazo, skóry), a my jako gracze mamy sprawić, aby port rósł w siłę a ludziom żyło się dostatniej. Robi się to poprzez budowanie róznego rodzaju budynków (18 standardowych) oraz max 3 dodatkowe (losowane z kilkudziesięciu). Każdy budynek spełnia oczywiście jakieś funkcje, którymi w największym uproszczeniu jest ulepszanie produktów bazowych (lub ich sprzedaż/konwersja/wymiana na inne). Glinę więc można zmienić w cegły (i jeszcze na tym zarobić), żelazo w stal, węgiel w koks, drewno w węgiel drzewny, ryby w ryby wędzone itd.
Cały myk polega na tym, że na koniec każdej tury (czyli co 7 akcji) trzeba dostarczyć swoim pracownikom odpowiedniej ilości jedzenia. Samo jego pozyskiwanie nie jest jakoś szczególnie trudne, ale wymaga podjęcia konkretnej akcji, czytaj: jej zmarnowania. Bo skoro łowimy ryby, to nie produkujemy żelaza. Potem je uwędzimy i fajnie, bo będziemy mieli czym wyżywić swoich, ale kosztem tego jest nie podjęcie akcji wytopu stali z posiadanego żelaza. A tak naprawdę, to sensownie zarobić można właśnie głównie na produktach wysoko przetworzonych. Myk dodatkowy jest taki, że ilość pożywienia które mamy dostarczać cały czas rośnie (w pierwszej turze jest to 5 jednostek, a w ostatniej - 35). Można radzić sobie z tym budując statki, które redukują nasze zapotrzebowanie na pożywienie, z tym że żeby je wybudować trzeba zbudować stocznię, zdobyć zasoby (drewno lub żelazo) a żeby zbudować statki dostarczające naprawdę dużo jedzenia (i punktów zwycięstwa) to trzeba jeszcze mieć dużo stali (najbardziej wartościowy materiał w grze). A żeby mieć stal, to wcześniej trzeba mieć żelazo. No i potem energię wymaganą do jego przemiany w stal (dużo energii). Skąd energia? Z drewna (baaaaaaardzo mało - 1 jednostka), z węgla (mało - 3 jednostki), z węgla drzewnego (trochę więcej - 5 jednostek) lub z koksu (ekstra - 10 jednostek).
Wygląda na skomplikowane? Wcale nie jest. Jest bardzo intuicyjne (do grania), chociaż silnie mózgożerne. To jedna z tych gier, które w przypadku porażki całościowo obwiniają gracza, bo prawie nie ma tam elementu losowego. Albo inaczej: ten element jest, ale nieznacznie wpływa na grę.
Krótki filmik pokazujący o co w tym chodzi jest ofc na YT:
Do tego mogę dodać, że grać w Le Havre można samemu, ale też ze znajomymi (do 5 graczy) oraz że na BGG jest wersja na kompa (nie trzeba chrzanić się z żetonami, rozstawianiem itp, a komp do tego przypilnuje zasad). No i oczywiście jest polska instrukcja.
czwartek, 29 lipca 2010
"Cavum" na stole
Nie mogę się doczekać najbliższej sesji planszówkowej, a to przez rozczajenie (czytaj: przeczytanie i zrozumienie instrukcji) do gry Cavum. Gra ma już (chyba) ze 2 lata, u mnie leży co najmniej rok i zawsze było coś innego do grania. No ale w końcu się zdecydowałem, przysiadłem i zostaje teraz tylko czekanie.
Całość miała duży potencjał, głównie dzięki nazwiskom projektantów (tak, w planszówkach nazwisko projektanta ma znaczenie): Wolfganga Kramera i Michaela Kieslinga. Te dwa nazwiska to pewniacy - nie pierwszej młodości już panowie, ale mający na koncie kilka znakomitych tytułów, takich mega klasyków planszówkowych. Na dodatek graficznie grę opracował Mike Doyle, czyli też absolutny top grafików zajmujących się planszówkami. Jeśli ktoś lubi popatrzeć na ładne rzeczy, wysmakowane projekty i kolory, to warto zajrzeć na jego blogasa (grafiki Doyle'a do Cavum można też tam zobaczyć).
Wygląda całość bosko, po instrukcji i testowym rozłożeniu i grze solo, podoba mi się ona bardzo - daje multum możliwości. Na początku sprawia to wrażenie chaosu (skoro można wszystko, to nie wiadomo od czego zacząć, a później i tak ogrom możliwości przytłacza), ale przez to gra chyba nie będzie powtarzalna.
No i najważniejsze: gwarancja silnej interakcji między graczami. Interakcji negatywnej, dodajmy. Czyli można blokować, dosrywać, podkradać i ogólnie rzecz ujmując działać na szkodę innych graczy. Mniam :) Jak faktycznie pogram, to napiszę więcej :)
Całość miała duży potencjał, głównie dzięki nazwiskom projektantów (tak, w planszówkach nazwisko projektanta ma znaczenie): Wolfganga Kramera i Michaela Kieslinga. Te dwa nazwiska to pewniacy - nie pierwszej młodości już panowie, ale mający na koncie kilka znakomitych tytułów, takich mega klasyków planszówkowych. Na dodatek graficznie grę opracował Mike Doyle, czyli też absolutny top grafików zajmujących się planszówkami. Jeśli ktoś lubi popatrzeć na ładne rzeczy, wysmakowane projekty i kolory, to warto zajrzeć na jego blogasa (grafiki Doyle'a do Cavum można też tam zobaczyć).
Wygląda całość bosko, po instrukcji i testowym rozłożeniu i grze solo, podoba mi się ona bardzo - daje multum możliwości. Na początku sprawia to wrażenie chaosu (skoro można wszystko, to nie wiadomo od czego zacząć, a później i tak ogrom możliwości przytłacza), ale przez to gra chyba nie będzie powtarzalna.
No i najważniejsze: gwarancja silnej interakcji między graczami. Interakcji negatywnej, dodajmy. Czyli można blokować, dosrywać, podkradać i ogólnie rzecz ujmując działać na szkodę innych graczy. Mniam :) Jak faktycznie pogram, to napiszę więcej :)
wtorek, 27 lipca 2010
DnD Online: czy zacznie sie zabawa?
Kończę właśnie instalować moje pierwsze MMO - Dungeons&Dragons Online. Nigdy nie przypuszczałem, że do tego dojdzie. No, ale jak nie ma z kim zagrać w klasycznego role-playa, to trzeba się posiłkować takimi badziewiami. Muszę jeszcze poszukać jakiejś sensownej ekipy do grania, bo samem grać w DnD to trochę niepoważnie :)
Na początku oczywiście odwieczny problem, czym grać (w sensie "jaką klasą"). Niby bym poczarował trochę, ale tak fantastycznie grało mi sięzłodziejem, sorry łotrem w NWN2 z dodatkami, że chyba sobie to powtórzę. Zakładając, że to będzie "prawdziwe" RPG, czyli granie w teamie, to złodziejem może być fajnie.
Gorsza sprawa, że jutro w robocie to będę przysypiać... :/
Na początku oczywiście odwieczny problem, czym grać (w sensie "jaką klasą"). Niby bym poczarował trochę, ale tak fantastycznie grało mi się
Gorsza sprawa, że jutro w robocie to będę przysypiać... :/
Subskrybuj:
Posty (Atom)

