Pokazywanie postów oznaczonych etykietą narzekanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą narzekanie. Pokaż wszystkie posty

środa, 8 czerwca 2011

mgła w hiszpanii

No, no... Łapy kondominium niemiecko-rosyjskiego sięgają Hiszpanii. Spowodowały kolejną sztuczną mgłę i wypadek lotniczy. Na dodatek po telefonie Merkel, niemiecki pilot odleciał z miejsca zdarzenia (prawdopodobnie miał ruski sprzęt który robił tę mgłę). Wiadomo, że łapy maczał też w tym Zapater - komunista, ale jednocześnie dziedzic faszystowskiej tradycji. Tak, tak... kondominium rozciąga się na całą Europę...

A swoją drogą, to jest niesamowite. Chyba (szczerze) nie powinni Polakom dawać do ręki licencji lotniczych. To jak jakiś remake, tylko na mniejszą skalę. Jak się czyta, to nie można wręcz uwierzyć: mgła, obsługa mówi żeby nie lądować bo nie ma szans a rodacy leją na to ciepłym moczem ("jak to? że ja, kurwa, nie wyląduję?!") a potem są konsekwencje. To się wszystko naprawdę układa w spójną całość, tylko nie o spisku jak chce NSDAPiS, tylko o fundamentalnych błędach w szkoleniu lotniczym w RP. Nie wiem jak się szkoli, ale efekty są naprawdę takie sobie.

środa, 1 czerwca 2011

leje

No i kurde leje. Dwa tygodnie było sucho. Tydzień temu wymyłem se rower, to tego samego dnia popołudniu lało i się uwalił. No to teraz wyczekałem, wyglądało że się pogoda wyklarowała, to sobie dzisiaj rano wymyłem, a potem - ryzykując wyrzucenie z roboty, bo w trakcie pracy ;) - nasmarowałem. SMAREM NA SUCHE WARUNKI. A teraz burza jest i uj wie ile jeszcze będzie lać. A tak cudownie cichutko jechał dzisiaj wymyty i wymyziany... Może do rana wyschnie, chociaż sądząc z odgłosu zza okna, nie zapowiada się na to.

piątek, 20 maja 2011

w trakcie instalacji

Nie mam czasu praktycznie na nic. Odkąd Młody podrósł i chodzi później spać, mój dzień kończy się około 22:00. To co zostaje potem mam dla siebie (tzn. nie-dla-dzieci). Mogę wtedy na spokojnie porozmawiać z Żoną, przygotować się do wyjścia do roboty na drugi dzień, zrobić coś przy rowerze, pograć w czołgi, poczytać instrukcje do gier, pograć w coś samemu, poczytać, obejrzeć film... No żyć nie umierać.

Z tym że rano trzeba wstać około 6:00, więc nie za bardzo jest się kiedy wyspać. Pełny dramat. Chyba chcę na emeryturę. Może się do policji przeniosę, to wcześniej miałbym na nią szansę.

Od 45 minut instaluje się nowy wiesiek. Ciekawe ile jeszcze? :/

poniedziałek, 27 grudnia 2010

postmodernistyczna niemoc podróżnicza

Święta, święta i po świętach. Jutro do roboty. No masakra, a tak się dobrze siedziało w domu... Dzisiaj wybraliśmy się (bez dzieci, po raz pierwszy w tym roku!) do Santorini na jakiś mały obiad. W końcu, gdyby zostało na koniec roku coś na koncie, to byłoby niedopatrzenie ;)

Tak sobie siedzieliśmy, jedliśmy te greckie specjały i - jak się później okazało - zastanawialiśmy się, czy kiedykolwiek wyjedziemy gdzieś za granicę na wakacje. Z tego co widzę, to wyjazdy zagraniczne to jest narodowy sport Polaków od kilku lat. Patrząc dookoła, wyjeżdżają WSZYSCY i WSZĘDZIE. No, może nie wszędzie, ale do Turcji, do Turcji, do Włoch, do Turcji, do Grecji, do Turcji... A my jeszcze nigdy nigdzie nie byliśmy. Znaczy jak jestem wytrawnym globtrotterem, bo w połowie lat 80-tych byłem na kolonii w Czechosłowacji, a konkretnie w fantastycznym miejscu o nazwie Pribylina. Ula zaś zwiedziła za czasów Sowieckiego Sojuza całą ichniejszą Azję Centralną czego cholerycznie jej zazdroszczę.

No, ale teraz nie jeździmy. Doszliśmy do wniosku, że to przez dzieci, które mamy jeszcze małe w sumie i żeby coś sensownego z takiej podróży wyniosły to muszą mieć jakieś 10-12 lat i chociaż trochę poukładane w głowie. No bo co im przyjdzie po Syrii czy Jordanii, skoro nie wiedzą o co chodzi, nie znają kontekstu kulturowego, historycznego, itd. To jest jedna strona medalu.

A druga, już zupełnie inna, to taka że ja nie potrzebuję wyjazdów, jakkolwiek dziwnie to brzmi. Mogę sobie zawsze wziąć książkę, poczytać, pooglądać zdjęcia, sprawdzić co piszą w lokalnych gazetach. Nie muszę nigdzie jechać. I to nie chodzi wcale o potencjalne niewygody. Mam gdzieś, czy śpię na wygodnym łóżku czy na podłodze, czy będę jadł rzeczy smaczne czy nie. Nie chodzi o to. Chodzi o to, że nie mam potrzeby konfrontowania opisania świata z rzeczywistością. Inni piszą lepiej ode mnie, niech więc piszą. Przed udaniem się w jakieś miejsce jest ono wszystkim. Jest radością, nadzieją, szansą, ciekawością czy obietnicą chwili. Ale faktyczny wyjazd to zamknięcie większości tych rzeczy. Wszystko niknie, bo zabija to rzeczywistość i świat prawdziwy, a nie nadzieja na jego poznanie.

Zaiste symulakrum. Czyżbym zbliżał się do postmodernistycznego oglądu świata? Hm, w Baudrillard'a raczej nie wierzę, ale jednak wolę kopię od oryginału.

wtorek, 5 października 2010

wyznanie statusowe

W robocie zapierdol, że po nocach wracam.
Na planszy grałem ostatnio 4 września coś (tak twierdzi BGG).
Na kompie nawet nie mam kiedy odpalić czołgów.
Książki skończyć nie mam kiedy.
Nie mam kiedy napisać porządnej notki.
Na Essen nie pojadę.
Dramat kurwa.

środa, 18 sierpnia 2010

akwa: kilka dni po

Jak już pisałem, Młoda pokarmiła mi rybki. Karmienie okazało się ZABÓJCZO skuteczne. W jego wyniku padły 3 skalary, dwa fantomy i kirysek. Wyjątkowo odporne okazały się żałobniczki - przetrwały obie.

Teraz czeka mnie więc zaplanowanie zbiornika de facto od nowa. Coś mocno żywego bym tam wstawił i zastanawiam się nad brzankami sumatrzańskimi. Co prawda ostał się jeden skalar (a brzanki agresywne są i podgryzają takie duże i spokojne ryby), ale trzeba spróbować :) Przynajmniej będzie się coś działo, w myśl zasady: jest brzanka, jest impreza.

Ofc jak wpuszczę, to wrzucę foty.

wtorek, 17 sierpnia 2010

Dlaczego facebook obsysa

Jak patrzę na fakt powrotu do blogowania tak trochę z zewnątrz, to zaczynam się zastanawiać czy nie podążam ślepą uliczką. Przecież blogi są już passe. Teraz rządzi facebook i tweeter, czyli media nastawione na coraz bardziej prymitywne przekazywanie wiadomości.

Kiedyś na FB nawet trochę działałem. Teraz mam tam konto (służbowe), ale po całościowym zagospodarowaniu w firmie tematu social media, nie będę musiał z niego korzystać. Że na FB są limity wielkości tekstów, to się domyślałem, ale sądziłem, że ustawione są one na jakieś 2-3k znaków. Jakież było moje zdziwienie, kiedy po usiłowaniach umieszczenia komentarza (przeklejka komenta z youtube) okazało się, że mogę se wstawiać 200cośtam znaków. Słabe? Słabe!

Udało mi się odnaleźć w sieci okolicznościowy rysunek, o taki:
Dość dobrze oddaje on istotę dzisiejszej komunikacji na necie. Mniej, mniej, mniej, bo przecież czytanie jest trudne i jeden jełop z drugim nie ogarnie tekstu większego niż 150 znaków, no bo jak?

Co gorsza, po sobie widzę, że dłuższy czas stykania się z FB totalnie się uwsteczniłem, jeśli chodzi o pisanie tekstów. Kiedyś pisałem (podobno) nieźle (oczywiście na normy netowe). Po roku klepania/komentowania na fejsie, mam problem z budową dłuższych zdań. Problem z wyrażaniem bardziej skomplikowanych myśli. Bo przecież po co pisać, skoro można dać obrazek i niech się inni martwią? Między innymi po to piszę tego bloga, żeby się chociaż trochę ogarnąć z formułowaniem myśli i pisaniem.