Chwilowo w nic nie gram, bo postanowiłem nauczyć Młodego czytać. To znaczy on czyta, ale tak pojedyncze wyrazy, ewentualnie bardzo krótkie zdania czy tytuły. No a pewnego poziomu nie przeskoczy w graniu, jeśli nie będzie potrafił przeczytać tekstu z karty. Osobną kwestią jest to, że te karty w większości są po angielsku, ale kij z tym - do tego daleko. Najpierw musi czytać.
Opornie to idzie. Przypomina mi się moja nauka rosyjskiego, gdzie - jak twierdziła nauczycielka - wyraz ma u mnie tyle akcentów ile sylab. Młody jak czyta, to zanim poskłada litery, to zapomina (a) początku wyrazu, (b) całej treści zdania. Jest to nawet zabawne, chociaż nieco przerażające. Od września idzie do szkoły i o ile się to nie zmieniło będzie musiał uczyć się głośnego czytania, a na chwilę obecną - kiepsko to widzę. No nic, pożyjemy - zobaczymy. Póki co przez 3 wieczory przeczytaliśmy 2 strony (a font tam jest spory, zaiste), cała książka to nam zabierze chyba z miesiąc ;)
BTW, dzisiaj mówię Młodemu żeby zaprosił gości na niedzielę na swoje imieniny, a on mnie pyta co dostanie na prezent. No to mówię mu, że prezent mam wybrany i kupiony, ale że to będzie niespodzianka i że chyba nie oczekuje, że mu teraz powiem co dostanie (a dostanie dodatki do Memoira ofc: front ruski, afrykański i dodatkową planszę), a on na to, że myśli że to będzie iPad. Szok po prostu :/
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rodzina. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rodzina. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 14 czerwca 2011
czwartek, 14 kwietnia 2011
młodego rozważania po religii
//młody idzie pod prysznic i chlipie
- co się dzieje?
- tata, a ksiondz powiedział, ze jak sie pokazuje tseci palec to jest gZech, a to chyba nie jest gZech
//tata skonsternowany
- a ty pokazujesz trzeci palec?
- no jak lice: jeden, dwa, tsy...
ROTFL :)
- co się dzieje?
- tata, a ksiondz powiedział, ze jak sie pokazuje tseci palec to jest gZech, a to chyba nie jest gZech
//tata skonsternowany
- a ty pokazujesz trzeci palec?
- no jak lice: jeden, dwa, tsy...
ROTFL :)
niedziela, 13 lutego 2011
Młody recenzuje grę
Młody nagrał swoją pierwsza recenzję. Dużo było z tym walki, nie wyszło do końca tak jak sobie wyobrażałem, ale co tam :) Inna rzecz, czy ktokolwiek kto nie wie o co chodzi będzie w stanie zrozumieć OCB. Ale od czegoś trzeba zacząć przecież.
niedziela, 19 grudnia 2010
Sobota z klockami LEGO
Sponsorem ostatniej soboty była firma LEGO - dostawca kolorowych klocków dla dzieci i nie tylko :) Zaczęło się skromnie, od przeniesienia torów, żeby uruchomić dwa pociągi nie w małym pokoju Młodego, tylko na większej płaszczyźnie podłogi tzw. salonu. No a potem wpadłem na pomysł, że skoro mam już aparat Zorka-5, to mógłbym zrobić parę zdjęć.
Nie żebym jakoś jechał po PKP, ale na dworcu dawała się odczuć lekka nerwowość. Pociąg miał opóźnienie!
W końcu jednak zaczął się wtaczać pomału na stację, co Poeta opisał słowami "powoli jak żółw ociężale". Ten kolo w białym, padł z wrażenia, że pociąg jednak podstawili.
Niektórzy jednak byli w zbyt słabej formie, żeby dostać się do pociągu. Chyba przejechali się komunikacją miejską w zeszłym tygodniu, szczególnie ten pan w ciemnym garniturze. Nie jest wykluczone, że był na jakiejś większej imprezie, być może w mojej macierzystej firmie.
A ten podstawiony pociąg, to nawet dość czysty był.
Chociaż czy to aby na pewno scena z PKP? A może raczej przystanek tramwajowy Wierzbno w stronę Służewia, w dzień powszedni w godzinach porannych?
Jednak koleje państwowe, co potwierdzaburdel bałagan z tyłu.
Sytuację ratuje boska ręka. Taką samą widać w Kaplicy Sykstyńskiej.
Oooops, a tutaj sceny naszego Błenkitnego śmigłowca. Kolej stoi. Budowlańcy też stoją.
No, a tutaj Młody jedzie na ostro. Ułożyliśmy z pomieszanych klocków trzy wozy straży pożarnej (dzisiaj prowadziliśmy działania pod nazwą "ogranicz liczbę bezpańskich klocków koloru czerwonego"). Jezu, ile tego jeszcze nam zostało? Już na dźwięk grzebania w klockach dostaję kurczy żołądka. Poważnie, dźwięk jest zabójczy, tylko grzebać trzeba w dużej ilości i w plastikowym naczyniu. A tak BTW, to różne kolory wydają różne dźwięki. Najwyższy i najmniej przyjemny daje kolor biały.
A tutaj efekt pracy Młodej. To jest GOM (pol.: dom), otwory z boku to miejsce gdzie mieszkają PI-PI (pol.: myszy). Pomiędzy otworami myszek a kolumną główną, zamieszkuje TOT (pol.: kot). Co nie zmienia faktu, że Młodej świetnie to wyszło. Młody był wdrażany w LEGO od małego, ale na zasadzie budowania z instrukcji. Młoda idzie na żywioł i super. Konstrukcje młodego do tej pory sprawiają wrażenie nieco NIESTABILNE. Przypominają asymetryczną sieć pajęczą na silnym wietrze. Potem się człowiek dowiaduje że to był bunkier, fundamenty albo garaż dla walca... Młoda jednak konkretniej buduje ;)
Nie żebym jakoś jechał po PKP, ale na dworcu dawała się odczuć lekka nerwowość. Pociąg miał opóźnienie!
W końcu jednak zaczął się wtaczać pomału na stację, co Poeta opisał słowami "powoli jak żółw ociężale". Ten kolo w białym, padł z wrażenia, że pociąg jednak podstawili.
Niektórzy jednak byli w zbyt słabej formie, żeby dostać się do pociągu. Chyba przejechali się komunikacją miejską w zeszłym tygodniu, szczególnie ten pan w ciemnym garniturze. Nie jest wykluczone, że był na jakiejś większej imprezie, być może w mojej macierzystej firmie.
A ten podstawiony pociąg, to nawet dość czysty był.
Chociaż czy to aby na pewno scena z PKP? A może raczej przystanek tramwajowy Wierzbno w stronę Służewia, w dzień powszedni w godzinach porannych?
Jednak koleje państwowe, co potwierdza
Sytuację ratuje boska ręka. Taką samą widać w Kaplicy Sykstyńskiej.
Oooops, a tutaj sceny naszego Błenkitnego śmigłowca. Kolej stoi. Budowlańcy też stoją.
No, a tutaj Młody jedzie na ostro. Ułożyliśmy z pomieszanych klocków trzy wozy straży pożarnej (dzisiaj prowadziliśmy działania pod nazwą "ogranicz liczbę bezpańskich klocków koloru czerwonego"). Jezu, ile tego jeszcze nam zostało? Już na dźwięk grzebania w klockach dostaję kurczy żołądka. Poważnie, dźwięk jest zabójczy, tylko grzebać trzeba w dużej ilości i w plastikowym naczyniu. A tak BTW, to różne kolory wydają różne dźwięki. Najwyższy i najmniej przyjemny daje kolor biały.
A tutaj efekt pracy Młodej. To jest GOM (pol.: dom), otwory z boku to miejsce gdzie mieszkają PI-PI (pol.: myszy). Pomiędzy otworami myszek a kolumną główną, zamieszkuje TOT (pol.: kot). Co nie zmienia faktu, że Młodej świetnie to wyszło. Młody był wdrażany w LEGO od małego, ale na zasadzie budowania z instrukcji. Młoda idzie na żywioł i super. Konstrukcje młodego do tej pory sprawiają wrażenie nieco NIESTABILNE. Przypominają asymetryczną sieć pajęczą na silnym wietrze. Potem się człowiek dowiaduje że to był bunkier, fundamenty albo garaż dla walca... Młoda jednak konkretniej buduje ;)
niedziela, 12 grudnia 2010
po urodzniach mlodego: wieczór z planszówka
No i po urodzinach. Jako że obraz wart jest tysiąca słów, poniżej kilka fotek z dwóch pierwszych gier Mlodego w "Flussfieber" (angielski tytuł: Fast Flowing Forest Fellers) - gry, którą dostał w prezencie. Wcześniej miałem tylko podejrzenia, że może ona być fajna dla dzieciaków, teraz zweryfikowałem to doświadczalnie :) Jest rewelacyjna. Modularność plansz, szybkie tempo, proste reguły. Jedyne co na początku (tzn. przez pierwsze 10-15 minut) nie jest ogarniane od razu, to zyski z przepychania się. Ale jak się zobaczy jak robi to ktoś dorosły, to lekcja jest zapamiętywana błyskawicznie.
Jak ktoś szuka planszowego konceptu prezentowego dla dzieciaków - śmiało polecam. Jeśli ktoś chce się dowiedzieć więcej, zachęcam do przeczytania polskiej recenzji.
Jak ktoś szuka planszowego konceptu prezentowego dla dzieciaków - śmiało polecam. Jeśli ktoś chce się dowiedzieć więcej, zachęcam do przeczytania polskiej recenzji.
poniedziałek, 15 listopada 2010
młody przy planszy
Młody zaczyna przejawiać coraz większe zainteresowanie grami planszowymi per se. To znaczy on się nimi zawsze interesował, bawił, wymyślał reguły, układał, pomagał przy rozkładaniu, dzieleniu (np. 800 żetonów z symbolami jednostek - tak, tak, warto mieć dzieci), ale jakoś grać to nie za bardzo chciał. Jakiś czas temu zaczął pocinać (z sukcesami) w Ubongo, ale na tym się póki co kończyło.
No i wreszcie jest przełom i to jaki! Wieczorami nie chce oglądać filmów na kompie (chociaż wciąż męczy mnie o drugą część Piratów), tylko gramy w Die Kinder von Carcassonne, Czosnkowe wampiry i Pędzące żółwie. W sumie te gry dostał rok temu na swoje 5 urodziny, ale jakoś mu nie leżały. Teraz odkrył jak w nich kombinować (w dwóch chodzi i ukrywanie przed przeciwnikami wylosowanego przez siebie koloru i odgadywanie koloru innych graczy) i robi to naprawdę dobrze. Kombinuje jak koń pod górę i zdradza niezłe nawyki (np. jak mu kostka pokaże słaby wynik, to JEŚLI opiera się o planszę/whatever to reklamuje że powinien rzucać jeszcze raz. Klasyka gatunku!) Co najmniej kilka razy do końca nie wiedziałem jakim kolorem na 100% gra. Super! Nawet nauczył się nie wkurzać jak przegrywa, więc progres po całości.
Jeszcze rok i będzie mu można kupić jakieś naprawdę fajne dorosłe tytuły, jeno się musi nauczyć dobrze liczyć (z przekraczaniem progu dziesiątkowego). O samych grach napiszę pewnie jakoś wkrótce, ale to pewnie z pomocą Młodego już - niech się wypowie :)
No i wreszcie jest przełom i to jaki! Wieczorami nie chce oglądać filmów na kompie (chociaż wciąż męczy mnie o drugą część Piratów), tylko gramy w Die Kinder von Carcassonne, Czosnkowe wampiry i Pędzące żółwie. W sumie te gry dostał rok temu na swoje 5 urodziny, ale jakoś mu nie leżały. Teraz odkrył jak w nich kombinować (w dwóch chodzi i ukrywanie przed przeciwnikami wylosowanego przez siebie koloru i odgadywanie koloru innych graczy) i robi to naprawdę dobrze. Kombinuje jak koń pod górę i zdradza niezłe nawyki (np. jak mu kostka pokaże słaby wynik, to JEŚLI opiera się o planszę/whatever to reklamuje że powinien rzucać jeszcze raz. Klasyka gatunku!) Co najmniej kilka razy do końca nie wiedziałem jakim kolorem na 100% gra. Super! Nawet nauczył się nie wkurzać jak przegrywa, więc progres po całości.
Jeszcze rok i będzie mu można kupić jakieś naprawdę fajne dorosłe tytuły, jeno się musi nauczyć dobrze liczyć (z przekraczaniem progu dziesiątkowego). O samych grach napiszę pewnie jakoś wkrótce, ale to pewnie z pomocą Młodego już - niech się wypowie :)
sobota, 25 września 2010
Wróżki-Zębuszki spodziewana wizyta
Młodemu od kilku dni dość porządnie ruszał się ząb, do czego mocno się przyczyniał "pracując" nad nim językiem. Kiedy wieczorem mu czytam, leży obok i memłając ustami emituje dźwięki, jakich można się spodziewać, gdy coś w typie zęba będzie wchodziło w interakcję z innym zębem.
Dzisiaj kiedy przyszedłem do przedszkola po niego, od progu powitał mnie informacją że "psy śniadaniu zomp mi wyleciał, a ja myślałem ze to taka tfarda wendlinka". Wędlinka - wędlinką, ale zęba z pyska wyjął i potem każdemu z dumą pokazywał. To jego drugi wypadający mleczak. Przez pół popołudnia słuchałem, jak to przyjdzie do niego w nocy Wróżka-Zębuszka i podmieni na różne rzeczy. Czego tam nie było... Mały zestaw Lego, duży zestaw Lego, "pienionszki", itd. Jak sam zaznaczał, cieszy się, że teraz śpi w domu, bo poprzedni ząb wyleciał mu w wakacje, a wtedy spał u babci i Wróżka-Zębuszka nie znała jego adresu i nie przyniosła żadnego prezentu. Słaba ta wróżka ;)
Z tego co widziałem przed chwilą, to Wróżka nie przyniosła prezentu materialnego, ale pozostawiła kwotę odpowiednią akurat na zakup Bionicla. No, to już wiem jakie będę miał plany na jutro albo niedzielę ;)
Dzisiaj kiedy przyszedłem do przedszkola po niego, od progu powitał mnie informacją że "psy śniadaniu zomp mi wyleciał, a ja myślałem ze to taka tfarda wendlinka". Wędlinka - wędlinką, ale zęba z pyska wyjął i potem każdemu z dumą pokazywał. To jego drugi wypadający mleczak. Przez pół popołudnia słuchałem, jak to przyjdzie do niego w nocy Wróżka-Zębuszka i podmieni na różne rzeczy. Czego tam nie było... Mały zestaw Lego, duży zestaw Lego, "pienionszki", itd. Jak sam zaznaczał, cieszy się, że teraz śpi w domu, bo poprzedni ząb wyleciał mu w wakacje, a wtedy spał u babci i Wróżka-Zębuszka nie znała jego adresu i nie przyniosła żadnego prezentu. Słaba ta wróżka ;)
Z tego co widziałem przed chwilą, to Wróżka nie przyniosła prezentu materialnego, ale pozostawiła kwotę odpowiednią akurat na zakup Bionicla. No, to już wiem jakie będę miał plany na jutro albo niedzielę ;)
niedziela, 19 września 2010
po urlopie / pozamiatane
I juz Wawa i halas miasta za oknem. Polowa wrzesnia, nastepny sensowny (czytaj: rowerowy) wyjazd to chyba pozna wiosna. Teraz wielkie pranie (po 4 osobach przez 2 tygodnie w blotnej okolicy) i PROBY wysuszenia przed poniedzialkiem.
Szczesliwie dla ryb, tesciowka zastosowala sie do polecen i nie przekarmiala. Skutkiem jest zero trupow i czysta jak krysztal woda. Niesamowite, bo po kazdym wyjezdzie mialem zupe a nie akwa. Calkiem tez niezle sprawuje sei nowy sklad o charakterze drobnicowym - fajnie wyglada jak duzo malych kolorowych rybek plywa :)
Szczesliwie dla ryb, tesciowka zastosowala sie do polecen i nie przekarmiala. Skutkiem jest zero trupow i czysta jak krysztal woda. Niesamowite, bo po kazdym wyjezdzie mialem zupe a nie akwa. Calkiem tez niezle sprawuje sei nowy sklad o charakterze drobnicowym - fajnie wyglada jak duzo malych kolorowych rybek plywa :)
środa, 18 sierpnia 2010
akwa: kilka dni po
Jak już pisałem, Młoda pokarmiła mi rybki. Karmienie okazało się ZABÓJCZO skuteczne. W jego wyniku padły 3 skalary, dwa fantomy i kirysek. Wyjątkowo odporne okazały się żałobniczki - przetrwały obie.
Teraz czeka mnie więc zaplanowanie zbiornika de facto od nowa. Coś mocno żywego bym tam wstawił i zastanawiam się nad brzankami sumatrzańskimi. Co prawda ostał się jeden skalar (a brzanki agresywne są i podgryzają takie duże i spokojne ryby), ale trzeba spróbować :) Przynajmniej będzie się coś działo, w myśl zasady: jest brzanka, jest impreza.
Ofc jak wpuszczę, to wrzucę foty.
Teraz czeka mnie więc zaplanowanie zbiornika de facto od nowa. Coś mocno żywego bym tam wstawił i zastanawiam się nad brzankami sumatrzańskimi. Co prawda ostał się jeden skalar (a brzanki agresywne są i podgryzają takie duże i spokojne ryby), ale trzeba spróbować :) Przynajmniej będzie się coś działo, w myśl zasady: jest brzanka, jest impreza.
Ofc jak wpuszczę, to wrzucę foty.
niedziela, 15 sierpnia 2010
młoda świni w akwa
Dzieci rosną. Fizycznie rosną. Sięgają wyżej. Do tego potrafią już podstawić se stołek i zabrać z półki puszkę żarcia dla ryb.
Młoda przykładowo (2 lata 3 miesiące) już wie że karmi się ryby. No i dzisiaj nakarmiła.
Całą puszką. Masakra.
Pokarmjest był płatkowy, więc przez następne pół godziny akwa wyglądało jakby w środku padał śnieg. A potem z młodym musieliśmy to sprzątać (żeby nie było: w akwa był syf i na niedziele planowałem sprzątanie, ale wczoraj NAGLE musiałem zmienić plany). Trzy razy podmieniałem wodę, a na dnie jeszcze te śmiecie leża, co oznacza że za dni 3 znowu się wszystko zapaskudzi.
Młoda przykładowo (2 lata 3 miesiące) już wie że karmi się ryby. No i dzisiaj nakarmiła.
Całą puszką. Masakra.
Pokarm
sobota, 14 sierpnia 2010
słowiański mit
Z powodu dzieciów (własnych) nie miałem ostatnio (czytaj: od dobrych kilku lat) okazji zaglądnąć do muzeów (tak, wiem że dla tych którzy dzieci nie mają, wygląda to na tanie usprawiedliwianie się, ale faktycznie NIE MA SIĘ WTEDY CZASU). Nie wiedziałem też, jakie fajne wystawy teraz się organizuje. Szczęśliwie dla siebie (i młodego) trafiłem w Gdańsku na coś, co się nazywa słowiański mit. Jako że tematyka zarówno słowiańszczyzny (kopalnej) jak i teorii mitu jest mi bardzo bliska, więc udaliśmy się na zwiedzanko, dodatkowo zachęcani plakatami i hipermultimedialności tego przedsięwzięcia.
Jakież było moje zdziwienie, gdy doświadczyłem fantastycznie przygotowanej i świetnie opowiedzianej historii. Całość ekspozycji (chociaż trudno to nazywać ekspozycją, bo większości rzeczy można dotykać) podzielona jest na cztery części (co można zobaczyć na stronie internetowej). Najlepsze jest jednak to, czego tam nie pokazują (nie rozumiem dlaczego): otóż każda część ekspozycji to makieta w skali 1:1 (np. wnętrze chaty, cmentarzysko kurhanowe, obrzeże lasu, grób wojownika, namiot, etc.) w tle zaś wiszące ogromne (kilkumetrowe) monitory. Na monitorach wyświetlane są sceny z życia słowiańskich wspólnot. Całość jest tak zrobiona, że postacie są naturalnej wielkości i lekko nieostre, co sprawia niesamowite wrażenie "wejścia w świat".
W mojej grupie było sporo dzieciaków (jakieś 8-10 sztuk) i widziałem jak były zafascynowane. Zaciemnione pomieszczenie, ogromne ekrany z ciemnym i zamglonym lasem, w którym COŚ się pojawia i znika - rewelacyjne wytłumaczenie dlaczego ludzie bali się wtedy nocy, ciemności czy lasu.
Do tego kapitalna przewodniczka, opowiadająca z ogromnym zacięciem. Bardzo, bardzo kształcące. Skąd wzięło się słowo "płacić"? Dlaczego "białogłowa"? Jak się rozliczano? Jak wydawano resztę?
Oczywiście wszyscy w strojach z epoki. REWELACJA.
(fot. Łukasz Unterschuetz)
Jakież było moje zdziwienie, gdy doświadczyłem fantastycznie przygotowanej i świetnie opowiedzianej historii. Całość ekspozycji (chociaż trudno to nazywać ekspozycją, bo większości rzeczy można dotykać) podzielona jest na cztery części (co można zobaczyć na stronie internetowej). Najlepsze jest jednak to, czego tam nie pokazują (nie rozumiem dlaczego): otóż każda część ekspozycji to makieta w skali 1:1 (np. wnętrze chaty, cmentarzysko kurhanowe, obrzeże lasu, grób wojownika, namiot, etc.) w tle zaś wiszące ogromne (kilkumetrowe) monitory. Na monitorach wyświetlane są sceny z życia słowiańskich wspólnot. Całość jest tak zrobiona, że postacie są naturalnej wielkości i lekko nieostre, co sprawia niesamowite wrażenie "wejścia w świat".
(fot. Łukasz Unterschuetz)
W mojej grupie było sporo dzieciaków (jakieś 8-10 sztuk) i widziałem jak były zafascynowane. Zaciemnione pomieszczenie, ogromne ekrany z ciemnym i zamglonym lasem, w którym COŚ się pojawia i znika - rewelacyjne wytłumaczenie dlaczego ludzie bali się wtedy nocy, ciemności czy lasu.
(fot autor)
Do tego kapitalna przewodniczka, opowiadająca z ogromnym zacięciem. Bardzo, bardzo kształcące. Skąd wzięło się słowo "płacić"? Dlaczego "białogłowa"? Jak się rozliczano? Jak wydawano resztę?
Oczywiście wszyscy w strojach z epoki. REWELACJA.
środa, 11 sierpnia 2010
Wakacje w trójmieście (1)
Od soboty urzęduje w dawnym mieszkaniu znajomego. Przyjechalim z żona i dziećmi na tydzień. Po 3 dniach tutaj moge smialo powoedziec, ze miejsce jest zajebiaszcze: estetycznie bije warszawe na glowe (z tym ze to nie sztuka akurat) a wedlug mnie takze krakow i wroclaw. Kierowcy kulturalniejsi. Sprzedawcy chyba uczciwsi (na bazarach nie wciskaja starych warzyw i owocow) i daja nawet patagony. Szok!!! No i sa takze cudowne sciezki rowerowe, o jakich w wawie mozna jedynie pomarzyc.
No kusi mnie zeby rynek pracy tutejszy sprawdzic...
No kusi mnie zeby rynek pracy tutejszy sprawdzic...
sobota, 31 lipca 2010
Rybie jaja
ale numer, skalary wczoraj w nocy zlozyly ikrę!!! akwarium prxypomina obecnie bajoro: na dnie syf, na szybach syf, na filtrze syf, pokrywka od karmnika w srodku (podobnie jak niektore z klockow lego - mloda je tam wrzuca). mega bajoro mialo byc czyszczone dzisiaj... a teraz nie wiem co dalej robic. nie wierze, ze cos sie z tego wykluje. raczej splesnieja tudziez zostana zezarte. tak czy owak, milo ze sie przynajmniej czasci ryb dobrze zyje :)
niedziela, 25 lipca 2010
wycieczka "do stawików"
Dawg u lekarza do niedzielnego popołudnia, więc żeby pośmigać gdzieś z młodym musiałem odpalić full-hardtaila w postaci smoke'a. Boszzzzzzzzzzz, ze tez kiedys moglem na tym jezdzic. Jakie to niewygodne :/
No, ale z młodym jakoś się doturlaliśmy i co istotne udało się sensownie przejechać ścieżką przy Wale Miedzeszyńskim, czyli młody jest rowerowo zsocjalizowany - wie, że jeździ się po prawej i nawet potrafi jechać w miarę prosto a nie od krawężnika do krawężnika.
Na miejscu spotkaliśmy rodzinę kaczek:
A potem zajęliśmy się tym co jest nad wodą najważniejsze, czyli rzucaniem do niej wszystkiego co się da.
Ogólnie to całkiem fajnie wyszła wycieczka - ponad 10 km na 5,5-latka to jakoś mało nie jest chyba, szczególnie że nawet wieczorem miał jeszcze sporo energii.
No, ale z młodym jakoś się doturlaliśmy i co istotne udało się sensownie przejechać ścieżką przy Wale Miedzeszyńskim, czyli młody jest rowerowo zsocjalizowany - wie, że jeździ się po prawej i nawet potrafi jechać w miarę prosto a nie od krawężnika do krawężnika.
Na miejscu spotkaliśmy rodzinę kaczek:
A potem zajęliśmy się tym co jest nad wodą najważniejsze, czyli rzucaniem do niej wszystkiego co się da.
![]() |
środa, 15 kwietnia 2009
czytajcie hobbita!
Jakieś kilka tygodni temu ktoś zamienił mi starsze dziecko (czytaj: Młodego). Wizualnie wygląda tak jak poprzednio, ale środek mu ani chybi podmienili. A może dostał nową wersję softu?
Z cichego, spokojnego i wiecznie wycofanego dzieciaka zrobił się normalny 4-latek. Opowiada w przedszkolu jakieś dziwaczne historie, zagaduje wychowawczynię, leżakuje (i jeszcze mu się to podoba), śmieje się, od niedawna jeździ na rowerze i jeśli się wywróci to nie płacze, nie stroi fochów itd. Po prostu wszystko zupełnie inaczej niż było - kompletnie odwrotnie.
Co ciekawe, zbiegło się to w czasie z czytaniem "Hobbita". Przez kilka tygodni strona po stronie do snu miał czytanego Tolkiena i jestem przekonany, że zmiana która w Młodym nastąpiła jest wynikiem jego utożsamienia się z postacią Bilba. On był taki jak Bilbo - cichy, spokojny, ceniący przede wszystkim prywatność, strachliwy... Ale w trakcie wyprawy Bilbo nabył wielu cech: zaczął posiadać własne zdanie, w swojej strachliwości był odważny, mimo strachu wypełniał swoje obowiązki względem przyjaciół. Krótko mówiąc - zmienił się. Powiedziałbym, że przeszedł inicjację.
Przy okazji przeszliśmy z Młodym poważne rozważania na bardzo poważne tematy. Co znaczy zginąć? Dlaczego ludzie umieraja? Dlaczego inni są smutni kiedy ktoś umiera? Czy każda walka/wojna jest zła? Czy można być dobrym złodziejem? Naprawdę rewelacja...
Kilka tygodni temu był w "Gazecie" świetny tekst Eichelbergera "Piotruś Pan. Epidemia". Kluczowe są wnioski - mężczyźni (nawet mali) potrzebują inicjacji i nie ma dobrej alternatywy dla inicjacji wojowniczej. Jakbym czytał Eliadego i jego rozważania o zaniku procesów inicjacyjnych we współczesnych społeczeństwach oraz zaspokajaniu jej przez "świadczenia ekwiwalentne" (czy jakoś tak).
Zaprawdę, powiadam wam, czytajcie "Hobbita". My teraz czytamy "Władcę Pierścieni".
Z cichego, spokojnego i wiecznie wycofanego dzieciaka zrobił się normalny 4-latek. Opowiada w przedszkolu jakieś dziwaczne historie, zagaduje wychowawczynię, leżakuje (i jeszcze mu się to podoba), śmieje się, od niedawna jeździ na rowerze i jeśli się wywróci to nie płacze, nie stroi fochów itd. Po prostu wszystko zupełnie inaczej niż było - kompletnie odwrotnie.
Co ciekawe, zbiegło się to w czasie z czytaniem "Hobbita". Przez kilka tygodni strona po stronie do snu miał czytanego Tolkiena i jestem przekonany, że zmiana która w Młodym nastąpiła jest wynikiem jego utożsamienia się z postacią Bilba. On był taki jak Bilbo - cichy, spokojny, ceniący przede wszystkim prywatność, strachliwy... Ale w trakcie wyprawy Bilbo nabył wielu cech: zaczął posiadać własne zdanie, w swojej strachliwości był odważny, mimo strachu wypełniał swoje obowiązki względem przyjaciół. Krótko mówiąc - zmienił się. Powiedziałbym, że przeszedł inicjację.
Przy okazji przeszliśmy z Młodym poważne rozważania na bardzo poważne tematy. Co znaczy zginąć? Dlaczego ludzie umieraja? Dlaczego inni są smutni kiedy ktoś umiera? Czy każda walka/wojna jest zła? Czy można być dobrym złodziejem? Naprawdę rewelacja...
Kilka tygodni temu był w "Gazecie" świetny tekst Eichelbergera "Piotruś Pan. Epidemia". Kluczowe są wnioski - mężczyźni (nawet mali) potrzebują inicjacji i nie ma dobrej alternatywy dla inicjacji wojowniczej. Jakbym czytał Eliadego i jego rozważania o zaniku procesów inicjacyjnych we współczesnych społeczeństwach oraz zaspokajaniu jej przez "świadczenia ekwiwalentne" (czy jakoś tak).
Zaprawdę, powiadam wam, czytajcie "Hobbita". My teraz czytamy "Władcę Pierścieni".
Subskrybuj:
Posty (Atom)













