No chyba będę musiał zmienić poziom trudności w wieśku, bo nie idzie iść dalej. Teraz gram na trudnym i przechodzenie jednej walki przez 3 dni (a jeszcze nie przeszedłem!) staje się mocno uciążliwe. Ja mam spore zapasy cierpliwości, ale pomału zaczynam dochodzić do wniosku, że w tej grze chodzi jednak o fabułę, a obecnie zaczyna mi się ona gubić, bo zajmuję się głównie powtarzaniem fragmentów walk.
Na dodatek dowiedziałem się, że to co uważałem za szczyt trudności i wyrafinowania taktycznego, to nic, w stosunku do walk, które czekają mnie po wyjściu z zamku (gram póki co prolog). Więc chyba wystartuję od początku, bo jakoś nie wierzę, że dalej będzie mi łatwiej.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komputer. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komputer. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 30 maja 2011
czwartek, 23 grudnia 2010
czwartek, 19 sierpnia 2010
Na planszy: Le Havre
Gdyby się mnie ktoś zapytał co tam na planszy słychać, powiedziałbym że "Le Havre" rządzi. Gra Uwe Rosenberga, która ostatnio podbiła mój stół (komputer w przypadku wersji solo). Rodzaj mocno zaawansowanego pasjansa ekonomicznego. Fascynująco-wciągająco-wymagający. A o co chodzi?
Jest sobie port. Zwyczajny, we Francji akurat, chociaż to nie ma znaczenia większego. I tym portem (oraz jego okolicą) zarządzamy my. Regularnie do portu dostarczane są różne towary (ryby, zboża, bydło, drewno, glina, żelazo, skóry), a my jako gracze mamy sprawić, aby port rósł w siłę a ludziom żyło się dostatniej. Robi się to poprzez budowanie róznego rodzaju budynków (18 standardowych) oraz max 3 dodatkowe (losowane z kilkudziesięciu). Każdy budynek spełnia oczywiście jakieś funkcje, którymi w największym uproszczeniu jest ulepszanie produktów bazowych (lub ich sprzedaż/konwersja/wymiana na inne). Glinę więc można zmienić w cegły (i jeszcze na tym zarobić), żelazo w stal, węgiel w koks, drewno w węgiel drzewny, ryby w ryby wędzone itd.
Cały myk polega na tym, że na koniec każdej tury (czyli co 7 akcji) trzeba dostarczyć swoim pracownikom odpowiedniej ilości jedzenia. Samo jego pozyskiwanie nie jest jakoś szczególnie trudne, ale wymaga podjęcia konkretnej akcji, czytaj: jej zmarnowania. Bo skoro łowimy ryby, to nie produkujemy żelaza. Potem je uwędzimy i fajnie, bo będziemy mieli czym wyżywić swoich, ale kosztem tego jest nie podjęcie akcji wytopu stali z posiadanego żelaza. A tak naprawdę, to sensownie zarobić można właśnie głównie na produktach wysoko przetworzonych. Myk dodatkowy jest taki, że ilość pożywienia które mamy dostarczać cały czas rośnie (w pierwszej turze jest to 5 jednostek, a w ostatniej - 35). Można radzić sobie z tym budując statki, które redukują nasze zapotrzebowanie na pożywienie, z tym że żeby je wybudować trzeba zbudować stocznię, zdobyć zasoby (drewno lub żelazo) a żeby zbudować statki dostarczające naprawdę dużo jedzenia (i punktów zwycięstwa) to trzeba jeszcze mieć dużo stali (najbardziej wartościowy materiał w grze). A żeby mieć stal, to wcześniej trzeba mieć żelazo. No i potem energię wymaganą do jego przemiany w stal (dużo energii). Skąd energia? Z drewna (baaaaaaardzo mało - 1 jednostka), z węgla (mało - 3 jednostki), z węgla drzewnego (trochę więcej - 5 jednostek) lub z koksu (ekstra - 10 jednostek).
Wygląda na skomplikowane? Wcale nie jest. Jest bardzo intuicyjne (do grania), chociaż silnie mózgożerne. To jedna z tych gier, które w przypadku porażki całościowo obwiniają gracza, bo prawie nie ma tam elementu losowego. Albo inaczej: ten element jest, ale nieznacznie wpływa na grę.
Krótki filmik pokazujący o co w tym chodzi jest ofc na YT:
Do tego mogę dodać, że grać w Le Havre można samemu, ale też ze znajomymi (do 5 graczy) oraz że na BGG jest wersja na kompa (nie trzeba chrzanić się z żetonami, rozstawianiem itp, a komp do tego przypilnuje zasad). No i oczywiście jest polska instrukcja.
Jest sobie port. Zwyczajny, we Francji akurat, chociaż to nie ma znaczenia większego. I tym portem (oraz jego okolicą) zarządzamy my. Regularnie do portu dostarczane są różne towary (ryby, zboża, bydło, drewno, glina, żelazo, skóry), a my jako gracze mamy sprawić, aby port rósł w siłę a ludziom żyło się dostatniej. Robi się to poprzez budowanie róznego rodzaju budynków (18 standardowych) oraz max 3 dodatkowe (losowane z kilkudziesięciu). Każdy budynek spełnia oczywiście jakieś funkcje, którymi w największym uproszczeniu jest ulepszanie produktów bazowych (lub ich sprzedaż/konwersja/wymiana na inne). Glinę więc można zmienić w cegły (i jeszcze na tym zarobić), żelazo w stal, węgiel w koks, drewno w węgiel drzewny, ryby w ryby wędzone itd.
Cały myk polega na tym, że na koniec każdej tury (czyli co 7 akcji) trzeba dostarczyć swoim pracownikom odpowiedniej ilości jedzenia. Samo jego pozyskiwanie nie jest jakoś szczególnie trudne, ale wymaga podjęcia konkretnej akcji, czytaj: jej zmarnowania. Bo skoro łowimy ryby, to nie produkujemy żelaza. Potem je uwędzimy i fajnie, bo będziemy mieli czym wyżywić swoich, ale kosztem tego jest nie podjęcie akcji wytopu stali z posiadanego żelaza. A tak naprawdę, to sensownie zarobić można właśnie głównie na produktach wysoko przetworzonych. Myk dodatkowy jest taki, że ilość pożywienia które mamy dostarczać cały czas rośnie (w pierwszej turze jest to 5 jednostek, a w ostatniej - 35). Można radzić sobie z tym budując statki, które redukują nasze zapotrzebowanie na pożywienie, z tym że żeby je wybudować trzeba zbudować stocznię, zdobyć zasoby (drewno lub żelazo) a żeby zbudować statki dostarczające naprawdę dużo jedzenia (i punktów zwycięstwa) to trzeba jeszcze mieć dużo stali (najbardziej wartościowy materiał w grze). A żeby mieć stal, to wcześniej trzeba mieć żelazo. No i potem energię wymaganą do jego przemiany w stal (dużo energii). Skąd energia? Z drewna (baaaaaaardzo mało - 1 jednostka), z węgla (mało - 3 jednostki), z węgla drzewnego (trochę więcej - 5 jednostek) lub z koksu (ekstra - 10 jednostek).
Wygląda na skomplikowane? Wcale nie jest. Jest bardzo intuicyjne (do grania), chociaż silnie mózgożerne. To jedna z tych gier, które w przypadku porażki całościowo obwiniają gracza, bo prawie nie ma tam elementu losowego. Albo inaczej: ten element jest, ale nieznacznie wpływa na grę.
Krótki filmik pokazujący o co w tym chodzi jest ofc na YT:
Do tego mogę dodać, że grać w Le Havre można samemu, ale też ze znajomymi (do 5 graczy) oraz że na BGG jest wersja na kompa (nie trzeba chrzanić się z żetonami, rozstawianiem itp, a komp do tego przypilnuje zasad). No i oczywiście jest polska instrukcja.
wtorek, 27 lipca 2010
DnD Online: czy zacznie sie zabawa?
Kończę właśnie instalować moje pierwsze MMO - Dungeons&Dragons Online. Nigdy nie przypuszczałem, że do tego dojdzie. No, ale jak nie ma z kim zagrać w klasycznego role-playa, to trzeba się posiłkować takimi badziewiami. Muszę jeszcze poszukać jakiejś sensownej ekipy do grania, bo samem grać w DnD to trochę niepoważnie :)
Na początku oczywiście odwieczny problem, czym grać (w sensie "jaką klasą"). Niby bym poczarował trochę, ale tak fantastycznie grało mi sięzłodziejem, sorry łotrem w NWN2 z dodatkami, że chyba sobie to powtórzę. Zakładając, że to będzie "prawdziwe" RPG, czyli granie w teamie, to złodziejem może być fajnie.
Gorsza sprawa, że jutro w robocie to będę przysypiać... :/
Na początku oczywiście odwieczny problem, czym grać (w sensie "jaką klasą"). Niby bym poczarował trochę, ale tak fantastycznie grało mi się
Gorsza sprawa, że jutro w robocie to będę przysypiać... :/
Subskrybuj:
Posty (Atom)
